Uśnij mi, dziecino
Uśnijże mi, uśnij
Matkę masz lisicę
Ojca masz borsuka
Uśnij mi, dziecino
Bo dziad się tu wkradnie
Porwie cię całego
Skórki nie zostawi
Uśnij mi, dziecino
Bo kojot się wkradnie
Porwie cię całego
I pożre na górze
Uśnij mi, dziecino
Jesteśmy u siebie
Matkę masz lisice
Ojca masz borsuka
Uśnij mi, dziecino
Bo jak przyjdzie zmora
Życie ci zabierze
Mnie zabierze serce


Tu przy piwie

Tu przy piwie się snują rozmowy
Jak dym zawieszony nad stołem
Leniwie słowo za słowem
W gwar odpływa co naokoło
Wtem poeta się zrywa do lotu
Pani Stasia z rachunkiem się zbliża
Światu dać chciał arkadie z powrotem
Jakby żyto kto ziarnem zagryzał

A tam pola jak pszczele plastry
Późne żniwa wiec ludźmi rojne
I rozmyty jesienią przestwór
I powietrze na oczach szkliste
Mieni barwami się obraz
W pozłacanych ramach dzieciństwa

Tu brzmi ech kroków samotnie
Jak ćma co do światła się garnie
Zabiega drogę przechodniom
Których cienie się kryją po bramach
Wpław przez miasto od brzegu do brzegu
Patrzy niebo przez monokl księżyca
Inny księżyc się śni idącemu
Jakby żyto kto ziarnem zagryzał

A tam pola jak pszczele plastry
Późne żniwa wiec ludźmi rojne
I rozmyty jesienią przestwór
I powietrze na oczach szkliste
Mieni barwami się obraz
W pozłacanych ramach dzieciństwa

Tu nad ranem sen ciężki i mokry
Lęk przeszywa stukiem do okna
Wraz z głową kocem się okryć
I dać głowie cichą samotność
I nie myśleć o jutrze o wczoraj
Chłód od okna jak pies stopy liże
Jak przypomnieć zamglony już obraz
Jakby "żyto" kto ziarnem zagryzał

A tam pola jak pszczele plastr
Późne żniwa wiec ludźmi rojne
I rozmyty jesienią przestwór
I powietrze na oczach szkliste
Mieni barwami się obraz
W pozłacanych ramach dzieciństwa