Gdzy śpisz obca lampy światłu
W półmroku rozgrzanej pościeli
Moje pióro Twoje rysy kreśli
słowami tworzonymi pomału
Jakże nazwać nad którą sie czuwa
Ciepła garść w oprawie uśmiechu
Każde słowo innych słów jest echem
A z nowymi idzie jak po grudzie
Gdy drzwi zostawiasz otwarte
Dla szorstkich zapachów drogi
Pomna nocy leżących odłogiem
I wciąż pytań bezsennych czy warto
Jakze nazwać nad którą sie czuwa
Ciepła garść w oprawie usmiechu
Każde słowo innych słów jest echem
A z nowymi idzie jak po grudzie
Gdy myśl z pociągu w pół drogi
W dom zawita o stacji tysiąc
Daj jej chwilę przy Tobie odpocząć
Bo ta myśl ciągle myśli o Tobie
Sprzysiężeni budząc się świtem
Przykrywają palcami oczy
By zatrzymać chociaż przez chwilę
Nić wysnutą z osnowy nocy
Nić co nieba barwą się mieniąc
Diretissimę w ścianie kreśli
Potem dnia zakładają brzemię
I ruszają w drogę ku szczęściu
Mija dzień koło się toczy
Marzeniami kładą się cienie
I odradza się każdej nocy
I odradzą się każdej nocy
Sprzysiężenie górskiego kamienia
Sprzysiężeni - przyjazne dłonie
Plotą węzeł nad ogniem watry
I wpatrzeni w gasnący płomień
Nucą pieśni pachnące wiatrem
Nie rozplotą ni burze ni waśnie
Tego co złączone przez ogień
Słońce wokół - wciąż jaśniej jaśniej
Zakwitł kamień dziś górskim głogiem
Mija dzień koło się toczy
Marzeniami kładą się cienie
I odradza się każdej nocy
I odradzą się każdej nocy
Sprzysiężenie górskiego kamienia
A gdy wiatrem sprzysiężonym w oczy zawieje
Bliski uśmiech w cię nocy odejdzie
Bukowina opuszcza ramiona
Bukowina łeb pochyla siwy
Czas odpływa z czasem smutek kona
Lecz wspomnienia pozostają żywe
Mija dzień koło się toczy
Marzeniami kładą się cienie
I odradza się każdej nocy
I odradzą się każdej nocy
Sprzysiężenie górskiego kamienia
Gdzy śpisz obca lampy światłu
W półmroku rozgrzanej pościeli
Moje pióro Twoje rysy kreśli
słowami tworzonymi pomału
Jakże nazwać nad którą sie czuwa
Ciepła garść w oprawie uśmiechu
Każde słowo innych słów jest echem
A z nowymi idzie jak po grudzie
Gdy drzwi zostawiasz otwarte
Dla szorstkich zapachów drogi
Pomna nocy leżących odłogiem
I wciąż pytań bezsennych czy warto
Jakze nazwać nad którą sie czuwa
Ciepła garść w oprawie usmiechu
Każde słowo innych słów jest echem
A z nowymi idzie jak po grudzie
Gdy myśl z pociągu w pół drogi
W dom zawita o stacji tysiąc
Daj jej chwilę przy Tobie odpocząć
Bo ta myśl ciągle myśli o Tobie