Dużo palę ostatnio
a braknie
i po cudze chętnie sięgnę ręką
i myślę dużo myślę
choć myśli
nie zawsze są dobre i piękne
i brakuje mi w sobie
tej siły
ktorej braku nie dostrzegałem nigdy
by odrożnić racje
tych co są
od racji tych ktorzy byli
wczoraj było i jest
bo tkwi we mnie
i niech będzie choć jutro lecz ze mną
bo to wczoraj jest ważniejsze niż jutro niepewne
i siedzimy przy stole
ot tak
święto po co gdy starczy bania
i mowimy mowimy
choć
słowa tylko składają się
w zdania...


Mistrzowi Harasymowiczowi

Jeszcze się z nocy kołysze miasto
8.15 na Stawach bar
bramę otwiera wchodzimy tędy
Ja i Hnatowicz Jan

Co tu zostało z wierszy Mistrza
Klasa robotnicza fasolka z bufetu
A smak poranny piwa łapczywie
Poznają poematy w beretach

Wszedł dzielnicowy krokiem szeryfa
Ostro spod dacha popatrzył
Nie mieści mu się w głowie służbowej
Że można wypić na czczo
Co tu zostało z wierszy Mistrza
Kiedy wyjść trzeba na papierosa
A bufetowa grozi gliną
Gdy ktoś coś powie głośniej

Pod ścianą zaraz przy wejściu
Paląc sporty z rękawa
Siedli goście wprost z wierszy Mistrza
Bubu Makino wypisz wymaluj

Słuchaliśmy ich z Hnatowiczem
Jak żywy poemat Stawów
Poezją był brzęk ich kufli
Kosmiczny wymiar miały słowa

Lecz chłopakom od sąsiedniego stolika
Chyba z zawodówki pobliskiej
Nagle się dziwnie zachciało
Żeby te zgredy wyszli

Co tu zostało z wierszy Mistrza
Chłodem powiało od drzwi niedomkniętych
I wyszliśmy z Hnatowiczem
Gdzie indziej szukać poezji