Zabieram się do pisania
listki pro Tebe moja draha
i słowa krągłe jak całowanie
jak łzy spłynęły pióra śladem
tęsknie do złocistego piachu
włosów Twych ląką pachnących
i sadem
brakuje mi uśmiechu Twego
Twych oczu, piersi, uścisku dłoni,
Zabrakło mi drugiego brzegu
Na którym stałaś szare, drobne
Drzewo
Już ręka myśli nie może
Dogonić,
Już myśli fala zieleni
Zalewa,
Uź moja miła ne budu pesni
pro Tebe składał ślecinko heska
Wczoraj być może było za wcześnie
Dzisiaj - zbyt późno - zieleń dokoła
Rozlewa banior rzęsa niebieska
Przed marzeniami pochylam czoło
Październik
Burzą się dróg wymiary
porudziałym wiatrem
Staje się październik
w kapocie podartej
Ścichają dni bezdroże
pogrążone w ciszy
Staje się październik
w czapie nędznolisiej
Staje się na oczach i w nozdrzach
Pochylony kroczy
Dogląda co jego gdy liście
I drzewa rozłącza
Tili tili liści szumem
wypełnione rowy
Staje się październik
z kaletą dziadową
Toczą się i klekocą
kasztanowe kule
Staje się październik
w złotawej koszuli
Staje się na oczach i w nozdrzach
Pochylony kroczy
Dogląda co jego gdy liście
I drzewa rozłącza
Mieniąc się w stawie słońcem
pozostałym z lata
Staje się październik
jesienią bogaty
A potem trop znalazłszy
na srebrnych rozstajach
Odchodzi październik
listopad się staje