Nocna piosenka o mieście

W mieście jak ryby tramwaje
A miasto jak studnia bez dna
A niebo jak żuraw a niebo jak żuraw
Schylą się nocą i świtem powstaje
Nad rybną studnią bez dna

Zaułków lipcem sparzonych
Wyciszyć nie może zmrok
Zasiedli na ławkach
Zasiedli na ławkach
Ludzie co twarze dniem zmęczone
Pod lipiec kładą i mrok

Nie śpię bo spotkać chce w mieście
Tę ciszę co gęsta jak noc
Rozmawiać z krokami swoimi krokami
I oto idę nocy naprzeciw
Bo wokół cisza i noc

Czekam aż neon przytłumi
Rozmyta latarnia dnia
Odnajdą się cienie
Odnajdą się cienie
I ludźmi ulice zatłumią
Czekam na przyjście dnia

W mieście jak ryby tramwaje
A miasto jak studnia bez dna
A niebo jak żuraw a niebo jak żuraw
Schyla się nocą i świtem powstaje
Nad rybną studnią bez dna


Na mojej grządce przed domem 
Rośnie mak i łopian
Złocą się mlecze i wiersze
A kiedy dojrzewają mlecze
Ulatują w niebo
A z nimi wiersze lecą jak ptaki

Bo moje wiersze są jak ptaki
Z ziemi wyrosły i pachną ziemią
I zachwycają się jesienią
Porą rudych lasów

Na mojej grządce przed domem
Spokojnie cicho i swojo
Księżyc zasiewa blask pachnący
A pachnie on dymem i nocą
Burzy pomrukiem i mymi wierszami
Spotkał je widać gdzieś w niebie

Bo moje wiersze są jak ptaki
Z ziemi wyrosły i pachną ziemią
I zachwycają się jesienią
Porą rudych lasów