Wypaliło się cos w nas zgasło
Ani z twojej ani mojej winy
Ot klamka zapadła a zresztą z czym wracać
Skończyły się kartki na miłość

Zapatrzyliśmy się w telewizor
Rozmawiamy językiem gazety
Kinkiety ze słońca w dni szare bez końca
A ciepło z kaloryfera

Wiatry gnają przyjaciół po świecie
Zresztą gdyby tu byli na miejscu
Przybyło kłopotów dzieci i gratów
Skurczyła nam się dawna przestrzeń

Znamy już każde swe kłamstwo
Każdy grymas każde brwi zmarszczenie
Mijamy się oboje w tych kilku pokojach
Nie mając nic do powiedzenia

Ale czasem gdy noc niebo zetnie
Bure niebo lepka noc miejska
I ty zadrżysz oto przykrywam cię kocem
I bliska znów staje się przeszłość

Wypaliło się coś w nas zgasło
Lecz wysiłku trzeba niewiele
Spróbujmy rozgarnąć ten popiół - nie darmo
Może tli się płomyk w popiele


Sprzysiężeni budząc się świtem
Przykrywają palcami oczy
By zatrzymać chociaż przez chwilę
Nić wysnutą z osnowy nocy

Nić co nieba barwą się mieniąc
Diretissimę w ścianie kreśli
Potem dnia zakładają brzemię
I ruszają w drogę ku szczęściu

Mija dzień koło się toczy
Marzeniami kładą się cienie
I odradza się każdej nocy
I odradzą się każdej nocy
Sprzysiężenie górskiego kamienia

Sprzysiężeni - przyjazne dłonie
Plotą węzeł nad ogniem watry
I wpatrzeni w gasnący płomień
Nucą pieśni pachnące wiatrem

Nie rozplotą ni burze ni waśnie
Tego co złączone przez ogień
Słońce wokół - wciąż jaśniej jaśniej
Zakwitł kamień dziś górskim głogiem

Mija dzień koło się toczy
Marzeniami kładą się cienie
I odradza się każdej nocy
I odradzą się każdej nocy
Sprzysiężenie górskiego kamienia

A gdy wiatrem sprzysiężonym w oczy zawieje
Bliski uśmiech w cię nocy odejdzie
Bukowina opuszcza ramiona
Bukowina łeb pochyla siwy
Czas odpływa z czasem smutek kona
Lecz wspomnienia pozostają żywe

Mija dzień koło się toczy
Marzeniami kładą się cienie
I odradza się każdej nocy
I odradzą się każdej nocy
Sprzysiężenie górskiego kamienia