Wypaliło się cos w nas zgasło
Ani z twojej ani mojej winy
Ot klamka zapadła a zresztą z czym wracać
Skończyły się kartki na miłość

Zapatrzyliśmy się w telewizor
Rozmawiamy językiem gazety
Kinkiety ze słońca w dni szare bez końca
A ciepło z kaloryfera

Wiatry gnają przyjaciół po świecie
Zresztą gdyby tu byli na miejscu
Przybyło kłopotów dzieci i gratów
Skurczyła nam się dawna przestrzeń

Znamy już każde swe kłamstwo
Każdy grymas każde brwi zmarszczenie
Mijamy się oboje w tych kilku pokojach
Nie mając nic do powiedzenia

Ale czasem gdy noc niebo zetnie
Bure niebo lepka noc miejska
I ty zadrżysz oto przykrywam cię kocem
I bliska znów staje się przeszłość

Wypaliło się coś w nas zgasło
Lecz wysiłku trzeba niewiele
Spróbujmy rozgarnąć ten popiół - nie darmo
Może tli się płomyk w popiele


Tu przy piwie

Tu przy piwie się snują rozmowy
Jak dym zawieszony nad stołem
Leniwie słowo za słowem
W gwar odpływa co naokoło
Wtem poeta się zrywa do lotu
Pani Stasia z rachunkiem się zbliża
Światu dać chciał arkadie z powrotem
Jakby żyto kto ziarnem zagryzał

A tam pola jak pszczele plastry
Późne żniwa wiec ludźmi rojne
I rozmyty jesienią przestwór
I powietrze na oczach szkliste
Mieni barwami się obraz
W pozłacanych ramach dzieciństwa

Tu brzmi ech kroków samotnie
Jak ćma co do światła się garnie
Zabiega drogę przechodniom
Których cienie się kryją po bramach
Wpław przez miasto od brzegu do brzegu
Patrzy niebo przez monokl księżyca
Inny księżyc się śni idącemu
Jakby żyto kto ziarnem zagryzał

A tam pola jak pszczele plastry
Późne żniwa wiec ludźmi rojne
I rozmyty jesienią przestwór
I powietrze na oczach szkliste
Mieni barwami się obraz
W pozłacanych ramach dzieciństwa

Tu nad ranem sen ciężki i mokry
Lęk przeszywa stukiem do okna
Wraz z głową kocem się okryć
I dać głowie cichą samotność
I nie myśleć o jutrze o wczoraj
Chłód od okna jak pies stopy liże
Jak przypomnieć zamglony już obraz
Jakby "żyto" kto ziarnem zagryzał

A tam pola jak pszczele plastr
Późne żniwa wiec ludźmi rojne
I rozmyty jesienią przestwór
I powietrze na oczach szkliste
Mieni barwami się obraz
W pozłacanych ramach dzieciństwa